Forum FinlandiaFinlandia - rozmowyFińskie kinoMoje matki (Äideistä parhain)
Strony: [1]
Drukuj
Autor Wątek: Moje matki (Äideistä parhain)  (Przeczytany 1523 razy)
Dahud
Nowy użytkownik
*
Wiadomości: 8


Zobacz profil
« : 2011 Styczeń 14, 14:47:17 »

   Tym razem chciałam się podzielić refleksjami, które nasunęły mi się po domowym seansie z „Äideistä parhain”.  Klaus Härö próbował dotrzeć do źródła rozdartej świadomości dorosłego już Eero, sięgając w tym celu po technikę retrospektywną. Dzieciństwo odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu się psychiki ludzkiej, a w przypadku naszego bohatera „wiek sielski, anielski” złamała wojna. W trakcie II wojny światowej 70 tys. fińskich dzieci ewakuowano w głąb neutralnej Szwecji, by nie przyglądały się toczącemu w kraju koszmarowi.
   
   Pierwsza scena jest nieco oniryczna. 9-letni Eero nawołuje matkę w zaśnieżonym lesie, odgłosy wyrzucanych z powietrza pocisków napawają go lękiem i przerażeniem. Można to zinterpretować jako tęsknotę za matczynym ciepłem i bezpieczeństwem, które zapewniają ramiona matki. Można mówić o kompozycji klamrowej, bo ostatni kadr ukazuje chłopca spoglądającego ze spokojem w niebo wśród tej samej scenerii.  Po niecałej minucie przenosimy się do czasów nam bliższych – widzimy pana w średnim wieku, odwiedzającego staruszkę. Okazuje się, że jest to dorosły Eero składający wizytę matce. Mężczyzna chce porozmawiać o wydarzeniach sprzed kilkudziesięciu lat, lecz matka ignoruje pytanie i oczekuje na przybycie pomocnika z opieki społecznej. Podróż w przeszłość z perspektywy 9-letniego chłopca ma przynieść odpowiedź na dręczące go pytania o celowość wydarzeń, które go spotkały. Wyraźna odpowiedź nie pada, dryfowanie we wspomnieniach, przeżycie wszystkiego od nowa przynosi jedynie pogodzenie się z przeszłością.
   
   Problem tożsamości został najbardziej wyeksponowany w filmie.  Szwecja została ukazana jako nieprzyjazny kraj ludzi mówiących w niezrozumiałym języku, zawiedzionych w dodatku, że zamiast wyczekiwanej dziewczynki z autobusu wysiada chłopiec. Eero próbował budować tratwę, na której mógłby przepłynąć do ojczyzny i z utęsknieniem wypatrywał listów od matki. Wierzył, że koniec wojny położy kres jego tęsknocie. Jego biologiczna, owdowiała matka wolała jednak spalić za sobą mosty. Kiedy chłopiec przestał się buntować przeciwko zastanej rzeczywistości, czekała go kolejna dramatyczna zmiana...
   
   Może napiszę zwyczajnie po babsku, że film mnie ujął i rozczulił, wstrząsnął i wzruszył. Pozostawiając odrobinę niepokoju i melancholii na długo po jego obejrzeniu…
Zapisane
Strony: [1]
Drukuj
Skocz do: