Trzy razy sprawdzałam, czy coś się tu komuś (czyli mi na przykład) nie pomieszało - ale wychodzi na to że nie. Że to po prostu genialny pomysł marketingowców

Otóż 25 listopada 2011 wchodzi do polskich kin "nowy" (?) fiński film pt. "Seks po fińsku". Cieszę się, że pojawi się w Polsce, jakże by inaczej. Sęk w tym, że film znam pod tytułem "Dom umierającej miłości". Widziałam go, bo jego "nowość" (podobnie jak tytuł) jest "made in poland"

Film to bowiem z 2009 roku znany pod oryginalnym tytułem jeko "Haarautuvan rakkauden talo" lub w języku angielskim "The House of Branching Love", który to tytuł jest rzeczywiście odzwierciedleniem fińskiego oryginału. Ale przecież nie o tłumaczenie, czy rzetelność chodzi, tylko o ściągnięcie ludzi do kin, co polskiemu tytułowi z pewnością lepiej pójdzie. A jakże! "Seks" w tytule to już przecież połowa sukcesu

W końcu kto zna jakiegoś tam reżyserzynę z końca świata (Mika Kaurismäki) o nazwisku, do napisania którego nie ma nawet liter na polskiej klawiaturze!

Ale do rzeczy!
"Psychoterapeuta, 35-letni Juhani Helin i trener biznesu, 34-letnia Tuula Helin decydują się zakończyć swoje wieloletnie małżeństwo w cywilizowany sposób oraz przeprowadzić w różne miejsca, zaraz po sprzedaży ich dotychczasowego domu. Do czasu wyprowadzki starają się przestrzegać kilku reguł domowego współżycia. Kiedy jednak Tuula przyprowadza do domu swojego kochanka - Marco, Juhani postanawia się zemścić. Rozpoczyna się prawdziwa wojna... Rozgrywający się w pięknych krajobrazach Finlandii "Seks po fińsku" to komedia o walce byłych partnerów, którzy odkrywają nagle, jak wolność może być niebezpieczna."
/źródło: materiały dystrybutora/
Trailer filmu:http://www.youtube.com/watch?v=EB1rLyYlQfM